| BIRTHDAY |
|---|
| Cych Piotr |
| Kubiak Grzegorz |
| Luziński Marcin |
| Lipowska Paulina |
| Niczyporuk Stefan |
| Osiński Jakub |
| Palka Andrzej |
| Puchacz Katarzyna |
| Pierzchalska Dominika |
| Rycaj Michał |
| Siess Grzegorz |
| Schmidt Angelika |
| Wańkowicz Mateusz |
| Świerczyński Marian |
| Wish You best |


W piątek, zawody zaczynały się sprintem więc większość ekip, podobnie jak my, zjawiły się w biurze zawodów na dwie, trzy godziny przed startem. I tu muszę zauważyć duży postęp w pracy biura w porównaniu z rokiem poprzednim. Zostałem „załatwiony” sprawnie i szybko, myślę że inni też, bo nie słyszałem, aby ktoś narzekał na biuro.
Sprint rozgrywany był na terenie toru motocrossowego w Gdyni-Kolibki. Teren był dość specyficzny i to mogło sprawić niektórym zawodnikom pewne problemy. Widziałem że w okolicach mety gdzie było duże zagęszczenie elementów sztucznych (park linowy, tor dla kładów itp.) wielu zawodników miało problemy z czytaniem mapy, myślę że skala 1:4000 była by lepszym rozwiązaniem. Uważam, że teren nie był jakoś specjalnie atrakcyjny, wielu zawodnikom się raczej nie podobał, ale myślę że był niezły, gdyby mapa była bardziej czytelna. Same trasy były średnio ciekawe na tyle na ile pozwalał teren. Podsumowując ten dzień myślę że wybór „specyficznego” teren zasługuje na uznanie, ale mapy w takim nietypowym terenie powinny być bardziej czytelne. Od strony technicznej sprint był przeprowadzony prawie tak jak powinien. Wszystkie PK stały na swoich miejscach, wszystko działało, więc wszyscy mieli równe szanse. Pewne zastrzeżenie można mieć do długości korytarza od mety do komputera sczytującego dane z chipów. Za mała odległość i duża ilość zawodników wpadająca na metę w krótkim czasie spowodowała, że kolejka stała jeszcze przed metą i zawodnicy którzy wpadali na metę musieli przeciskać się prawie, aby podbić finisz, mogło to kosztować niektórych 1-2 sekund a to na sprincie już dużo. Moja zawodniczka przegrała pudło o 2 sekundy (to tak na marginesie bo nie analizowałem czy straciła to na mecie).
Meta zawodów średniodystansowych znajdowała się niedaleko szkoły w której spała większość uczestników, więc nie było problemów z dojazdem. Teren wybrany na ten etap to typowa morena łatwo przebieżna, jedni to lubią inni mniej ;-). Mapa dobra choć miałem pewien problem z dokładnością w dwóch miejscach, ale ponieważ nie słyszałem specjalnie uwag na temat mapy, myślę że moje wątpliwości mogły wynikać z tego, że dawno nie biegałem na morenie. Trasy ciekawe, wszystko w lesie stało i działało tak jak powinno.
Około 19.30 zaplanowana była dekoracja zwycięzców biegów indywidualnych, miało być na boisku, a było w szkole. Raczej nikt z tego powodu nie narzekał, bo w budynku było cieplej. Dyplomy dla pierwszych trójek i statuetki dla zwycięzców to minimum jakie było spełnione. Po Limanowej czy Grand Prix Polonia niektórzy liczyli na więcej, ale widocznie budżet imprezy nie pozwolił na lepsze nagrody. O 21.15 wystartowały sztafety klubowe. Z radością stwierdzam, że ta forma rywalizacji przyjęła się u nas wspaniale bo z roku na rok jest więcej sztafet. Wystartowało czterdzieści jeden sztafet, to o około dziesięć więcej niż przed rokiem. Start masowy sztafet, jak na polskie warunki wyglądał super i nawet w wąskiej bramce na końcu łąki startowej, zawodnicy nie zrobili sobie krzywdy. Teren sztafet w podobny jak na średnim dystansie, choć bardziej płaski. Trasy zbudowane z motylkami jak to się już chyba u nas przyjęło. Dzięki takiej budowie zawodnicy, którzy mieli „parę” w nogach mogli bez przeszkód powieźć się na lepszych i dzięki temu w pierwszej grupie nie było dużych różnic czasowych, jak na nocne zawody.
W niedzielę o 9.30 ruszyła druga zmiana prowadzącej sztafety (czyli kobiety) i za nią następne ze stratą z dnia poprzedniego. Na wszystkich zmianach wykorzystano motylki. Pogoda tego dnia nie rozpieszczała nas, od startu padał deszcz i w zasadzie na koniec sztafet dopiero przestał. Od strony technicznej w lesie wszystko było OK, jednak większość bardziej doświadczonych zawodników narzekało, że trasy były za łatwe, oczywiście jeśli chodzi o zmiany dzienne.
Map: Mapa ostatniej zmiany sztafet
Ewidentnie na sztafetach zabrakło spikera. Zawodnicy czekający na swoją zmianę i trenerzy pilnowali praktycznie swoich najbliższych rywali, a o pozostałych mało co wiedzieli. Pamiętam, że w 2008 roku w Przesiece komentarze Jurka Parzewskiego i informacje z lasu z radiokontroli przyczyniły się do „pełniejszego” przeżywania zawodów przez tych, którzy czekają na mecie.
Jako że większość spała w szkole pozwolę sobie na małą krytykę wyżywienia. Rozumiem, że może 7 zł za śniadanie i kolację to nie są duże pieniądze, ale podawanie cztery razy tego samego i to jeszcze wyglądało miejscami jakby to było to, co zostało z poprzedniego posiłku plus coś dokrojone, to „lekkie” przegięcie.
Podsumowując całe zawody uznaję za udane pod względem organizacyjnym. Protestów nie było, bo nie było powodów. Organizator wyciągnął wnioski po niedociągnięciach z ostatnich lat i było dobrze. Wierzę, że następnym razem będzie jeszcze lepiej, czyli tak jak na Linanowa Cup, Grand Prix Polonia czy Pucharze Wawelu.
Damian Dutkiewicz –MKS PAULINUM Jelenia Góra
Maciej Hewelt:
Wśród wszystkich zawodów organizowanych w Polsce, z łatwością można wskazać te, które wzbudzają największe emocje. Są to oczywiście Klubowe Mistrzostwa Polski, potocznie zwane ligą. Impreza ta ustala hierarchię wśród wszystkich klubów w kraju. Dlatego też w każdym z zespołów ogłoszona jest pełna mobilizacja sił. Trenerzy starają się zorganizować jak najwięcej osób mogących startować, zawodnicy zaś, chcą pokazać się z jak najlepszej strony i dołożyć swoją cegiełkę do końcowego rezultatu jaki osiągną ich kluby. Wszyscy zdają sobie sprawę że liczy się każdy punkt i właśnie dlatego, Klubowe Mistrzostwa Polski są tak emocjonujące.
Jeszcze tego samego dnia, wieczorem po rozdaniu nagród za dwa pierwsze biegi, do lasu ruszyła pierwsza zmiana sztafety pokoleń. Trzydziestu ośmiu śmiałków z lampami na czołach, wbiegających po zmierzchu do lasu, prezentowało się nie gorzej niż start pierwszych zmian na 10mili. Gdy tylko zawodnicy ruszyli na swe trasy wszyscy oczekujący w centrum zawodów rozpoczęli kibicowanie. Od tamtej pory śpiewom, wrzaskom i nawoływaniom nie było końca, aż do powrotu ostatniego zawodnika. Atmosfera tego wieczoru była wspaniała. Następnego ranka, do lasu ruszyły kolejne zmiany sztafet. Niestety zapał kibiców ostudził siąpiący bez ustanku deszcz, jednak wszyscy wiernie trwali przy punkcie widokowym i czekali na reprezentantów swoich klubów, by dodać im otuchy. Z rywalizacji zwycięsko wyszła sztafeta Floty Gdynia, która skończyła przed drugim Orientusiem Łódź i trzecim Śląskiem Wrocław. Ostatnim punktem programu zawodów było rozdanie nagród za sztafety, po którym wszyscy ruszyli w drogę do swoich domów. 



Grand Prix Pomorza - III dzi..
Grand Prix Pomorza - II dzie..
Grand Prix Pomorza - I dzień
Grand Prix Polonia - III eta..
Grand Prix Polonia - II etap
Klubowa Sztafeta Mazowsza
Warsaw Orient Meeting - park..
Mistrzostwa Województwa Pomo..
Międzywojewódzkie Mistrzostw..
Mistrzostwa woj. opolskiego ..